O mnie

Mam na imię Kasia. Jestem dyplomowaną nauczycielką jogi oraz certyfikowanym diet coachem. Na co dzień pracuję w korporacji, ćwiczę jogę nie tylko na macie, co przydaje się w byciu mamą i wegetarianką!

Joga, świadome odżywianie oraz kuchnia roślinna to moje trzy pasje, które nieustannie rozwijam i którymi dzielę się z innymi wspierając ich na drodze poznawania i udoskonalania siebie.

Żyję w myśl zasady, że kluczem do spełnienia i szczęścia jest świadomość, którą pogłębiam uczestnicząc w warsztatach, kursach, konferencjach, czytając fachową literaturę. Potrzeba i chęć rozwoju osobistego i zawodowego pcha mnie do przodu, motywuje do zmian, zostawiania starych schematów i wychodzenia z kolejnych stref komfortu. To wcale nie jest łatwe, powiedziałabym wręcz, że czasem bardzo trudne, ale wiem, że bez tego stałabym w miejscu i więdła, jak niepodlewany kwiat. Potrzebuję zmian, dzięki nim coraz lepiej poznaję siebie, coraz bardziej czuję sens istnienia, a im lepiej siebie znam, tym większą zmianę jestem w stanie wygenerować w życiu. A ponieważ człowiek nie jest samotną wyspą, tylko istotą społeczną, moja zmiana jest zmianą innych i tak to pośrednio doskonaląc siebie, doskonalę świat 🙂 I Ty też możesz zadbać o siebie bardziej, lepiej siebie poznać i poczuć, żyć zdrowo i świadomie i zmieniać świat na lepsze 🙂 Rozpocznij już dziś fascynująca przygodę pt.: ZMIANA 🙂

Diet coaching

Zdrowym odżywianiem i stylem życia interesowałam się, odkąd tylko pamiętam. Jednakże moja relacja z jedzeniem nie zawsze była zdrowa i zrównoważona … Już jako nastolatka zwracałam uwagę na to, co ląduje na moim talerzu i gimnastykowałam się w domu. Aczkolwiek wynikało to bardziej z mojej ówczesnej obsesji na punkcie szczupłej sylwetki niż chęci zdrowego stylu życia. Miałam za sobą epizody głodzenia się i odchudzania w niemądry, niezdrowy sposób, choć nigdy nie miałam nadwagi! Kiedy wyjechałam na studia, na moim talerzu zawsze było dużo warzyw, dbałam o to, by jeść regularnie i zawsze dużo się ruszałam. Nieraz omijałam autobus szerokim łukiem po to, by przejść pieszo kilka przystanków na uczelnię. Niby brzmi fajnie, tyle że robiłam to z podobnych co wyżej pobudek - zawsze panicznie bałam się przytyć… Kiedy zaczęłam pracę w korporacji, wciąż jadłam dość regularnie i jak mi się wydawało wtedy – zdrowo, choć dużo było w tym gotowców, kanapek, stołówkowego jedzenia, stroniłam od gotowania. By być fit, zapisałam się na fitness, biegałam, a w weekendy wirowałam na parkiecie w gorących rytmach salsy 🙂 Na imprezach nie stroniłam od alkoholu, paliłam papierosy i wydawało mi się, że żyję zdrowo. Az wreszcie przyszedł przełom. Przeżywałam rozwód i choć było to dla mnie bardzo trudne doświadczenie, to z perspektywy czasu widzę, że przyniosło mi dużo dobrego. Zaczęłam bowiem intensywną przygodę z rozwojem osobistym. Pracę ze swoimi emocjami, uczuciami, przekonaniami, schematami… Czułam, jak staję się coraz bardziej świadoma i odpowiedzialna za swoje życie, swoje wybory, decyzje i działania. To zrewolucjonizowało moje podejście do życia i odżywiania. Pojawił się brakujący element całej tej układanki zwanej życiem – ŚWIADOMOŚĆ. Zaczęłam gotować i moja kuchnia wreszcie zaczęła „żyć” 🙂 I tak, idąc tą drogą świadomego rozwoju, dojrzałam do tego, by zostać mamą. Świadomą mamą, a synek stal się moim najlepszym nauczycielem życia i testerem mojego poziomu świadomości, a także moich kulinarnych eksperymentów 🙂 I tak oto ta praca nad sobą trwa do dziś i chyba nigdy się nie skończy 🙂

W okresie ciąży i wczesnego macierzyństwa moje zainteresowanie zdrowym odżywianiem przeżyło prawdziwy boom. Pochłaniałam książki i artykuły, chodziłam na wykłady, warsztaty i konferencje, a wszystko po to, by jeszcze bardziej zgłębić pasjonujący mnie temat zdrowego jedzenia i móc zapewnić sobie i swojemu synkowi wszystko to, co najlepsze. Teraz wiem, że to, co pchało mnie do przodu, to potrzeba znalezienia swojej drogi, swojej życiowej misji. Doceniałam i szanowałam pracę w korporacji, lecz w głębi serca czułam, że nie jest to zajęcie, które daje mi radość i satysfakcję. Miałam nadzieję, że przyjdzie taki dzień, kiedy odnajdę swoją zawodową drogę, swoje prawdziwe powołanie. I tak się stało! Pewnego razu trafiłam na szkolenie z diet coachingu u Urszuli Mijakoskiej (pierwszego diet coacha w Polsce) i od razu wiedziałam, że to jest to, co chcę robić, że znalazłam to, czego szukałam! Połączenie wiedzy o jedzeniu z wiedzą o sobie, z samorozwojem - świadome, uważne życie, jedzenie oraz ruch. Wszystkie te tematy były mi bliskie, a diet coaching spinał to wszystko w jedną całość! Byłam w domu 🙂 Wkrótce po szkoleniu ukończyłam też kurs, jak prowadzić warsztaty grupowe metodą diet coachingu, ponieważ czułam, że oprócz sesji indywidualnych z Klientami, chcę organizować dla nich warsztaty. Sama uczestniczyłam w wielu i wiem, jaką ogromną wartość i skuteczność może dawać praca w grupie. Zostałam diet coachem. Jestem diet coachem. Jestem wdzięczna i szczęśliwa 🙂

Joga

Joga pojawiła się w moim życiu, kiedy zaczęłam brać udział w warsztatach rozwoju osobistego. Tam też poznałam ludzi, którzy opowiedzieli mi o jodze i polecili mi ją jako skuteczną formę relaksu, medytacji w ruchu oraz sposób na rozbiegany i rozgorączkowany umysł. Taka właśnie wtedy byłam – szalona, rozbiegana, nie mogąca usiedzieć w miejscu, ciągle gdzieś pędząca. Choć do dziś trudno mi wysiedzieć w medytacji, joga okazała się dla mnie zbawienna i odmieniła moje życie. Serio. Zachwyciłam się konkretną formą jogi - Ashtanga jogą, która łączyła w sobie dynamizm, energię, siłę oraz flow. Czyli „moje klimaty”. Był rok 2011. Początki były trudne, lecz z czasem ciało stawało się coraz silniejsze, a ja wychodziłam z zajęć coraz mniej zmęczona, a coraz bardziej napełniona ożywczą energią. Sama nie wiem, jak to się stało, ale po krótkim czasie odkryłam, że nie mam ochoty już balować do późna w weekend, wolę zostać w domu i rano wstać wypoczęta na jogę! To po prostu samo przyszło. Podobnie było z dietą. W miejsce ciężkostrawnych serów i makaronów, które jeszcze długo po zjedzeniu zalegały w moim żołądku i przeszkadzały mi w praktyce (mięsa nie jadłam od dawna, jeszcze zanim zaczęłam praktykę jogi), pojawiło się więcej warzyw i lekkostrawnych kasz.

Stałam się też spokojniejsza, bardziej zrównoważona, wyciszona i lepiej radziłam sobie z korporacyjnym stresem. Gdzieś po drodze odpadły też papierosy, bo nie miałam już potrzeby sobie szkodzić. Praktykowałam z mniejszą lub większą regularnością, ale joga już ze mną została na dobre. Kiedy zaszłam w ciążę, nie zaniechałam praktyki. Ćwiczyłam aż do ostatniego dnia przed porodem. Z kolei po porodzie trudno mi było wrócić na jogę, choć bardzo mi jej brakowało. Jakoś nie potrafiłam się zebrać, by zacząć znów praktykować … Wydawało mi się, że będę złą mamą, jeśli zostawię synka i zacznę robić coś dla siebie. Ach, bardzo to było błędne przekonanie! W rzeczywistości jest bowiem dokładnie na odwrót 🙂 Kiedy po ponad rocznej przerwie wreszcie wróciłam na matę, byłam przeszczęśliwa! Jakby wyrosły mi skrzydła! Zyskałam więcej energii, radości, chęci do życia i działania! Wznowiłam regularna praktykę i tak jest do dziś. Joga jest dla mnie priorytetem – na równi z moją rodziną i zdrową dietą. Nie wyobrażam sobie bez niej życia, jest ważna i potrzebna, jest nawykiem, stałą pozycją w grafiku mojego dnia. Kiedy usłyszałam o kursie nauczycielskim w szkole, w której ćwiczyłam, od razu wiedziałam, że to coś dla mnie, że chcę zostać nauczycielką jogi i móc przekazywać innym dobroczynne działanie jogi, a także w przyszłości łączyć moje dwie pasje – diet coaching i jogę – organizując warsztaty i wyjazdy. Teraz jestem w połowie kursu nauczycielskiego i moment realizacji moich planów, celów i marzeń jest coraz bardziej w zasięgu ręki 🙂

Kuchnia roślinna

Pochodzę z typowej polskiej rodziny, gdzie na obiad jadło się schabowego, gołąbki, mielone, a na śniadania i kolacje kanapki z szynką, serem lub konserwą rybną. Tak jadłam całe dzieciństwo, dopiero kiedy wyjechałam na studia, zaczęłam jeść po swojemu, czyli bez mięsa, za którym nigdy jakoś specjalnie nie przepadałam. Kiedy przyjeżdżałam do rodziny, przez jakiś czas jadłam to, co podawała mama, lecz z czasem przeszłam w 100 % na wegetarianizm. To niejako samo przyszło, naturalnie, nie zastanawiałam się nad powodami, po prostu nie lubiłam mięsa. Fascynowała mnie natomiast kuchnia wege, uwielbiałam wege knajpy i wyjazdy na warsztaty z wege kuchnią. Wtedy wege oznaczało dla mnie fit i zdrowo. Dopiero z czasem dowiedziałam się, że moje przekonanie było błędne, że „wege” wcale z założenia nie oznacza „zdrowo”. W tamtym też czasie zupełnie nie potrafiłam gotować i nie ciągnęło mnie do kuchni. W efekcie jadałam sporo wege fast-foodów, kanapek z serem, jogurtów, gotowców itp. Uwierzcie lub nie, lecz był w moim życiu czas, że oszczędzałam na jedzeniu i zamiast porządnych zakupów wolałam wydać na fajny ciuch lub drinka w salsa klubie! W mojej lodówce były pustki i poza kawałkiem sera i ketchupu nic nie było…

Dopiero z czasem wszystko zaczęło się zmieniać. Powoli, małymi krokami dzięki terapii u psychologa, którą podjęłam w czasie rozwodu, warsztatom rozwoju, regularnej praktyce jogi, mądrym książkom, wspierającym znajomym stawałam się coraz bardziej świadoma. Co to znaczy? Lepiej poznałam siebie (ten proces trwa do dziś), zaczęłam zauważać moje ciało i reagować na sygnały , które wysyła, wcześniej byłam niejako od niego oddzielona. Zaczęłam bardziej o siebie dbać, szanować i doceniać siebie. Zaczęłam też gotować, w mojej kuchni zapachniało aromatycznymi przyprawami, a lodówka zapełniła się warzywami. Zaczęłam zabierać ze sobą jedzenie do pracy, jeść ciepłe śniadania i kolacje. Poczułam potrzebę zrobienia detoksu organizmu. Coraz mniej imprezowałam, a na imprezach nie potrzebowałam już alkoholu, by dobrze się bawić. Jednak apogeum mojej przygody z kuchnią roślinną przypadło na okres ciąży i macierzyństwa. Wtedy to na dobre oddałam się eksperymentowaniu w kuchni. Wszystkiego uczyłam się sama, z książek, Internetu, gazet. Dopiero z czasem zaczęłam tworzyć własne przepisy. Największą inspiracją do wymyślania smakowitych zdrowych dań był mój synek. Z tej inspiracji oraz praktykowania popularnej dziś wśród młodych rodziców metody BLW narodził się mój blog pt. „Wege BLW”, potem przyszło do mnie szkolenie z diet coachingu i tak to się wszystko zaczęło 🙂

I jak jest teraz? Piekę swój własny chlebek na własnoręcznie wyhodowanym zakwasie, dużo gotuję, czasem nawet kilka razy dziennie, robię zdrowe słodkości bez cukru i białej mąki, namaczam orzechy dla lepszej strawności i przyswajalności i tak dalej i tak dalej, no i kto wie, dokąd mnie jeszcze ta droga zaprowadzi … 🙂 A kiedyś? W ogóle nie gotowałam, jadłam głównie na mieście, a w domu głównie kanapki z kupnego chleba, lodówka zazwyczaj świeciła pustkami i wolałam inwestować w ciuchy niż jedzenie 😉 Acha, i do tego wszystkiego byłam przekonana, że zdrowo się ożywiam 🙂 Kto by pomyślał, że nastąpi we mnie taka zmiana!

„Człowiek, który nie robi błędów, zwykle nie robi niczego” (Edward John Phelps).

 

Dlatego jestem wdzięczna za swoje błędy, bo dzięki nim mogłam się uczyć i wybrać własną drogę do lepszego zdrowia i samopoczucia! Naprawdę wszystko jest możliwe, jeśli tylko zechcesz zrobić ten pierwszy, choćby najmniejszy krok i ruszyć ze skrzyżowania 🙂

A dlaczego wege?

Przechodziłam przez różne etapy mojego wegetarianizmu. Zaczęło się od chęci bycia fit i odchudzania, z czasem, wraz z budzącą się świadomością oraz zgłębianiem filozofii jogi, moja dieta stałą się świadomym wyborem z pobudek: zdrowotnych (badania pokazują, że wegetarianie są zdrowsi) , ekologicznych (przemysłowa produkcja mięsa zanieczyszcza środowisko i niszczy Ziemię) i etycznych (zwierzęta hodowane na mięso i mleko są traktowane brutalnie). Pragnę podkreślić, że nikogo nie namawiam do niejedzenia mięsa. Zachęcam jedynie do świadomych wyborów. Wielu z nas nie zastanawia się bowiem nad tym, jaką drogę przebyło jedzenie, zanim znalazło się na naszym talerzu. Gdy zrobimy ten mały wysiłek i chwilę się nad tym zastanowimy, możliwe, że już od teraz zaczniemy dokonywać nieco innych, bardziej świadomych wyborów, jak np. jeść mniej mięsa, za to dużo lepszej jakości lub jego część zastąpić dodatkową porcją warzyw od lokalnego rolnika. Możliwości jest wiele. Wszystko zależy od naszej gotowości do dokonywania odpowiedzialnych wyborów. O tym mówię, tym się dzielę podczas warsztatów, wykładów i sesji indywidualnych, które prowadzę. Więcej o mojej ofercie możesz przeczytać TU.

Jeśli po lekturze mojej historii masz jakieś pytania lub refleksje, napisz do mnie!

Dyplomy i certyfikaty

Joga

  • Nauczyciel jogi, kurs pod auspicjami Yoga Alliance uprawniający do nauczania jogi na całym świecie, poziom 1, Samadhi Joga
  • Szkolenie z zakresu pierwszej  pomocy i podstaw ratownictwa medycznego
  • Ubezpieczenie

 

Diet coaching i dietetyka:

  • Diet coach – certyfikat uprawniający do pracy w charakterze diet coacha i zaświadczający posiadanie kompetencji zgodnych z programem edukacji coachów metodą DIET COACHING opracowaną przez Urszulę Mijakoską (Instytut Świadomego Rozwoju)
  • Dyplom ukończenia kursu coachingu grupowego jako narzędzie pracy diet coacha (Instytut Świadomego Rozwoju)
  • Zaświadczenie ukończenia kursu „Kurs dietetyki podstawowy” prowadzony przez Akademię Dietetyki
  • Certyfikat uczestnictwa w szkoleniu „Dieta wegańska w praktyce” organizowanym przez Wegecentrum, prowadząca Iwona Kibil
  • Liczne szkolenia i warsztaty z dziedziny rozwoju osobistego

Inne:

  • Kurs "Zintegrowane podejście do public relations" organizowany przez London School of Public Relations i Związek Firm Public Relations
  • Studia podyplomowe w zakresie public relations przy Szkole Głównej Handlowej w Warszawie; dyplom specjalisty public relations
  • Studia na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu; dyplom magistra filologii angielskiej
  • Studium Pedagogiczne na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu